Sutasz #1 – Od niechęci do miłości.

Do sutaszu podchodziłam jak do przysłowiowego jeża.

Na moją kompletną niechęć do tej techniki składało się kilka mniej lub bardziej logicznych argumentów.
1. Sutasz uważałam za absolutnie niepraktyczny- zawsze kojarzył mi się z wymyślnymi naszyjnikami i topornymi kolczykami. Dla mnie koszmar.
2. Nie umiem dobierać dodatków do ubrań. I nigdy nie umiałam. Dlatego rezygnowałam z kolczyków, wisiorków i bransoletek, które nijak nie współgrały dla mnie z ubraniem. Tym bardziej na skomplikowane, kolorowe zawijasy w mojej szafie miejsca nigdy nie było.

Akurat tutaj bardzo dużo się zmienia. Wraz z ilością poznawanych technik noszę coraz więcej biżuterii i coraz łatwiej przychodzi mi odpowiednie (przynajmniej w moim mniemaniu) jej dobranie. Zresztą, jedna z koleżanek kiedyś bardzo mądrze stwierdziła:

Jeśli nie jesteś pewna, czy w czymś dobrze wyglądasz, to się nie przejmuj – połowie osób, które spotkasz i tak się spodoba. Drugiej nie.

Dodatkowo robiąc biżuterie samodzielnie, mogę w 100 procentach zdecydować, jak ma ona wyglądać. Dzięki temu jestem w stanie uszyć sobie odpowiedni komplet do odpowiedniego stroju. Co prawda moje umiejętności w tej kwestii na razie są znikome, ale pracuję nad tym :D.

Poza tym będąc w pracy nie miałam wyjścia i sutasz musiałam poznawać. Chociażby w teorii, coby umieć doradzać w kwestii zakupów. W końcu sama zaczęłam z zaciekawieniem podpytywać klientki o tą technikę. Nie wspominając już o mojej kochanej sutaszowej mentorce, której prace mam okazję podziwiać na codzień, a Wy możecie je zobaczyć tutaj.
I już byłam gotowa zacząć, już nawet miałam kupione pierwsze materiały.

Ale pozostawał trzeci, nielogiczny Argument, który zdecydowanie paraliżował jakąkolwiek próbę zmierzenia się z tą techniką. Argument jak i sam sutasz wolałam omijać szeroki łukiem, aby nie zostać posądzoną o wchodzenia komuś w kompetencje.

Aż pewnego feralnego dnia Argument postanowił mnie bez przyczyny napaść i dał mi do zrozumienia, że nie ważne, co zrobię i tak będę winna. Tym sposobem postanowiłam się nim nie przejmować. Uznałam, że jeśli chcesz się rozwijać nie warto patrzeć na innych i martwić się o cudze zdanie chyba, że bezpośrednio i celowo szkodzisz komuś swoim postępowaniem. 

miranda sutasz.png

Ostatnim impulsem w stronę działania były te kolczyki, noszone przez rudą bohaterkę wtedy oglądanego serialu. Gdy tylko Skończył się odcinek, niewiele myśląc złapałam za sznurki.

I tak oto, po ponad roku zainteresowania ręcznie robioną biżuterią powstały pierwsze sutaszowe kolczyki. Ich uszycie zajęło mi jakieś 14 godzin mimo, że jest to chyba najprostszy wzór jaki istnieje w tej technice. I mimo to nie są idealne. Ale są moje. Pierwsze.

miki2.jpg

I ten wpis niechaj będzie początkiem cyklu opisujące kolejne etapy szkolenia w tej technice :). Mam nadzieję, że podrzucę Wam kilka pomysłów oraz nakieruję na miejsca, które pomogą również i Wam zacząć przygodę z tą techniką, lub przynajmniej pokażą, że nie warto się poddawać nawet w przypadku początkowo marnych efektów, a do wszystkiego można dojść metodą prób i błędów.

Serdecznie zapraszam również do śledzenia mojej strony na Facebooku, gdzie staram się na bieżąco dodawać zdjęcia nowych prac (tak, to są te krótkie chwile, gdy tam zaglądam :)).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s