Sutasz #2 – Wszywanie koralików i pierwsze schody.

Podstawowy wzór okazał się prosty, więc rozochocona zabrałam się za coś trudniejszego myśląc, że skoro raz się udało, to kolejne kolczyki również nie będą problemem.

A jednak.

Moja pewność siebie i radość z poprzedniego sukcesu okazały się bardzo problematyczne przy kolejnym sutaszowym przedsięwzięciu- o ile pierwsze sznury koralikowe kompletnie mi nie wychodziły i z góry wiedziałam, że na początku będzie naprawdę ciężko, to tutaj nie spodziewałam się problemów. I bardzo się pomyliłam.

Ostatecznie do pierwszego kolczyka robiłam trzy podejścia. Wszystkie razem sfotografowałam, abyście widzieli, że zdecydowanie warto próbować i nie ma co się zniechęcać nawet, jeśli pierwsze próby są tragiczne.

rewolucja.jpg

Zbyt duża oszczędność – zmarnowanie czasu i zasobów.

No właśnie. Pierwsze podejście okazało się klapą, gdyż nie wiedziałam, jak dużo sznurka powinnam uciąć, aby nie było go za mało, ani aby się nie zmarnował.
I niestety przesadziłam – wzięłam na styk, końcówki postrzępiły się w czasie pracy i ostatecznie nie starczyło mi sznurka na jej zakończenie. Czas – ok 3 godziny.

(Teraz już wiem, że zanim zacznę szyć najlepiej jest przypalić końcówki sznurka, aby uniknąć strzępienia). Oczywiście wtedy jeszcze na to nie wpadłam, jak widać na drugim zdjęciu, ale w kolejnych pracach już udało mi się do tego dojść ;).

Koraliki są jak zęby.

Za drugim podejściem wzięłam wystarczającą ilość materiałów (ba, nawet przesadziłam w drugą stronę), i rozpoczęłam zabawę od początku. Najpierw baza, później wszycie koralików, a na końcu podklejenie kaboszonu oraz jego doszycie.
Tu zrobiłam dwa błędy:
1. Z jakiegoś powodu koraliki nie chciały się ładnie ułożyć – albo wpadały do wnętrza pracy, albo wyłaziły na zewnątrz. Generalnie wyszło bardzo krzywo.
2. Kaboszon nie pasował do formy – to niestety już moja nieuwaga oraz zmęczenie – po prostu krzywo go wszyłam.

Rozwiązanie drugiego problemu okazało się dziecinnie proste- wystarczyło zostawić projekt w takim stanie, jaki jest i odpocząć – niestety robienie czegoś na siłę, byle tylko skończyć nie może dać dobrych efektów. Czas – ok. 5 h.

Jednak dalej nie byłam pewna, czemu koraliki się nie układały-  i tym razem na ratunek przyszła Aspami, która wytłumaczyła mi to językiem zrozumiałym dla medyka:

Koraliki są jak zęby – jeśli rosną za blisko siebie, to jedne wypychają drugie. Tak samo jest z koralikami – musisz je wszywać w równych, nie za małych odstępach.

I wiecie co? Podziałało!

sutaszowe drobnica.jpg

Ostateczna wersja nareszcie jest satysfakcjonująca. Nie jest idealnie, ale to w końcu drugie podejście, prawda? 🙂

I publikacja tych postów po czasie daje naprawdę dużo satysfakcji – również dla mnie jest to odzwierciedlenie tego jak, i czy w ogóle robię postępy w nowo poznanej technice :).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s